• Wpisów:35
  • Średnio co: 21 dni
  • Ostatni wpis:2 lata temu, 19:09
  • Licznik odwiedzin:2 825 / 784 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
jedno wiem, dam temu czas, choć nie wiem czy zrobię dobrze. zaryzykuję, choć będę zła na siebie, jeśli okaże się, że będzie to czas zmarnowany. póki co, mam mieszane odczucia.
  • awatar Lovely Mess: @nie płacz, mała: Zgadzam sie :)
  • awatar Gość: Lepiej robić coś i żałować niż żałować, że się nie zrobiło. :)
  • awatar Kari90: Czasem warto zaryzykować :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
te same charaktery, to samo podejście, te same reakcje, tacy sami.
chyba egoistycznie zakochani w sobie za bardzo, za bardzo by kochać się na wzajem. ciężko powiedzieć, ale tak to widzę, a może to strach przed odrzuceniem? może to strach przed utratą kontroli, przed straceniem siebie samych na rzecz siebie na wzajem? a może po porostu nie ma o czym nawet myśleć?
 

 
nigdy nie pozwól by ktokolwiek kontrolował twoje szczęście. szczęście należy odnaleźć w samym sobie, reszta może być jedynie dodatkiem do tego co jest w Tobie. jakieś sukcesy, przyjemności, miłość, pieniądze, to wszystko ma tylko dawać dodatkową radość, nie może jej odbierać, gdy nagle zdecyduje się zniknąć. kochaj siebie ponad wszystko, i tą miłością dziel się z innymi.
 

 
otrząsnęłam się! wraca dystans, wracam ja, wraca zdrowy rozsądek, wraca kontrola nad emocjami i uczuciami. Max jest tak cudownym chłopakiem, mam związek jakiego chciałam od dawna, a ciągle robię sieczkę w swojej głowie.

Najważniejsze postanowienie na najbliższy czas:

Nie pytaj siebie o to dlaczego jesteś szczęśliwa, po prostu żyj tym szczęściem, bez analizowania.
 

 
moje życie jest popierdolone, przede wszystkim dzięki mnie samej. moja percepcja otaczającej mnie rzeczywistości, jest interpretowana przeze mnie bardzo, ale to bardzo wieloznacznie, w zależności od chwili . dzięki temu zupełnie się nie nudzę, a nawet jeśli się nudzę, to i tak znajdę coś o czym mogę rozważać, co wpływa na mnie w różny sposób i często popycha do spontanicznych zachowań, decyzji. taka już jestem, choć będę się starać zmieniać to w swoim życiu, to jednak akceptuje to i mam tego świadomość. nie jest możliwa jakakolwiek zmiana, jakikolwiek efekt, jeśli najpierw sami nie przyznamy się i zaaprobujemy swoich wad.
 

 
wracam do domu. zobaczę jak zareagujesz, zobaczę czy się ucieszysz, czy w ogóle za mną zatęskniłeś? czy mnie kochasz? nie mogę się krępować, jesteśmy już razem, może miesiąc to nie wiele, jednak to nie jest czas gdy wszystko dopiero się zaczynało, gdy byliśmy kumplami, gdy uczucie było tylko malutką iskierką, którą dopiero staraliśmy się rozpalić. jeśli się nie ucieszysz? będzie mi przykro, nie wiem co zrobię, jak zareaguję, jak się to wszystko potoczy. ale nie mogę codziennie zadręczać się myślami, czy on mnie kocha? czy nie?
chcę to wiedzieć, chce mieć pewność. i wiem, wiem kurwa, że to ja jestem chora, moje przyjaciółki zupełnie nie rozumieją tego, dlaczego ja to tak bardzo analizuje, widzą to może bardziej obiektywnie, ale ja nic nie poradzę, kurwa po porostu tęsknie i jestem zła na siebie, jestem zła, że dałam zawładnąć nad sobą tym emocją, jestem zła bo boje się, że znów wyjdę z tego tragicznie. ktoś powinien mi jebnąć tak porządnie i żeby wrócił mój zdrowy rozsądek, mój dystans, gdzie on się podział? ...
  • awatar fancycasualx: @gość: skąd takie wnioski ?
  • awatar Gość: Najgorsze w tym wszystkim jest to, że sie przekomarzasz, droczysz i robisz sobie żarty wtedy, gdy sytuacja jest ŚMIERTELNIE poważna ... ;(((( A Ty ? Ciagle i nadal i wciaz od nowa robisz sobie po prostu j.ja z pogrzebu..... :((((((((((
  • awatar nieprzystojne myśli.: Jego kompletnie nic nie interesuję, więc się nie ucieszy...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
znów nie ma Cię obok i zaczynam się martwić... nie cierpię tego w sobie.zawsze wszystko analizuję miliony razy, myślę, za dużo zdecydowanie. czemu nie mogę po prostu się nie przejmować? przy Tobie czuję się kochana i szczęśliwa, ale bez Ciebie, zaczynam się bać. boje się, że wcale Ci aż tak nie zależy, gdy nie piszesz, mam wrażenie, że po prostu nie chcesz ze mną rozmawiać, boje się, że jestem dla Ciebie tylko dziewczyną jak jestem, a jak mnie nie ma to się mną nie przejmujesz, to też dobrze. boję się, że nie tęsknisz... kiedy jeszcze sama nie byłam pewna swoich uczuć do Ciebie, nie odczuwałam tego tak, bardziej bałam się tego, że to ja Cię zawiodę, zranię. jednak teraz, jestem świadoma i pewna tego, że jesteś dla mnie kimś bardzo ważnym, że zakochałam się i nie jest mi już obojętne to czy jesteś, czy Cię nie ma... nie cierpię tej niepewności, choć też wiem, wiem, że gdyby nie ona, to nie zaintrygowałbyś mnie tak, nie bylibyśmy razem.
  • awatar Gość: Ostatnio przyłapałam małego, jak chciał otworzyć wielkie okno na trzecim pietrze - i zabroniłem mu. Powiedziałam, żeby nie otwierał okna - ani jedne, ani drugiej połówki, ani żadnej - bo wypadnie na ziemie. I odeszłam. Ale ten mały sympatyczny i inteligentny chłopczyk to straszny psotnik - zero posłuszeństwa, ciagle przekora, musi wszystkiego spróbować sam, choćby było to najgorsze. Jednak myślałam, że mnie posłucha, bo pokazałam i wyjaśniłam mu konsekwencje. Dzieciak brata. Odeszłam na chwile i słyszę płacz. Jego płacz. Rozglądam sie / nigdzie go nie ma w domu. Patrzę - otwarte okno. Wyglądam - a jakże, wypadł przez okno z trzeciego piętra, jakieś inne dziecko go podniosło i niesie gdzieś w stronę baraków. Krzyczę, ze to nie tam, ze tu. Chce zejść na dół, ale nie wiem, czy zdążę... A co zrobię małemu? Na pewno wielkie lanie, zeby w końcu zaczął ważyć moje słowa, a nie traktować jak śmiecie, jak innych kobiet dotychczas... Nie pozwolę na samowolę, musi znać konsekwencje, bo je
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
powód mojego strachu? myślę, że ogromny wpływ ma to, jaki był mój ostatni związek, poważny związek. był chory, toksyczny i skończył się dość tragicznie, w ogóle nie powinnam do niego wracać i w jakikolwiek sposób porównywać do tego co jest teraz. obelgą dla Ciebie byłoby porównanie do tamtego kretyna, jednak nic nie zrobię, to wciąż w pewnym stopniu we mnie siedzi. boje się, by tym razem też nie popełnić tych samych błędów, boje się by znów nie zostać zdradzoną. za dużo myślę. mój ostatni związek był uwięzią, mogłabym go porównać do ptaka zamkniętego w klatce, psa na smyczy przypiętego do budy, czy więźnia zamkniętego w celi. to było jedno wielkie uzależnienie się od drugiej osoby, brak jakiejkolwiek wolności. brak możliwości samodzielnego podejmowania decyzji, kontaktów ze znajomymi, wyjść z kimkolwiek innym niż on... ciągłe sms, rozmowy telefoniczne, czatowanie na fb, ciągłe widywanie, dzień w dzień. i teraz kiedy nareszcie mam związek, w którym mam też swoje życie, poza tym naszym wspólnym, w którym mam znajomych, mogę wychodzić z kim chce i kiedy chce, w którym istnieje ta piękna cecha jaką jest zaufanie, czuję się niepewnie. dlaczego? bo to jest dla mnie dziwne, choć tego pragnęłam, to patrząc na wcześniejsze doświadczenia, mam wrażenie, że gdy mówię, że byłam z kumplem, że poszłam do klubu, a Ty pytasz tylko, jak było, albo mówisz, nie ma sprawy, to coś jest nie tak. Zaczynam przez to bać się, że wcale Ci nie zależy, że nie interesujesz się mną i moim życiem, że nie tęsknisz, że nie jesteś nawet trochę zazdrosny, że nie kochasz. spaczone zasoby wartości z przeszłości... jednak staram się, staram się to wyrzucić, nauczyć się na nowo, poznać to, docenić. mam nadzieję, że prawidłowo, że nie na darmo. tak bardzo za Tobą tęsknie...
 

 
humor powrócił, siły do działania też, choć jeszcze nie na tyle. odpoczęłam, ogarnęłam trochę mieszkanie i czas brać się za studia.
przeglądam wszystkie notatki z zajęć i tworze nowe do mojego segregatora, tam posegreguję wszystkie osobno z wykładów i ćwiczeń.
potem wezmę się za czytanie książki. cały dzień na spokojnie w swoim pokoju, dbając o siebie, o swoją przyszłość.
 

 
jestem na siebie wściekła. szłam na studia i miałam jasno określone cele. żadnych uczuć, mężczyzn, zaangażowanie na sto procent i samorealizacja. a póki co? mam wrażenie, że nic nie zrobiłam, ciągle imprezuje i myślę o swoim chłopaku i kumplach, pojebało mnie.
dziś ostatni dzień na rozrywkę, od jutra zaczynam konkretnie angażować się w swoją edukację! chcę czuć, że się spełniam. choć na razie mamy tego tak nie wiele, ale jednak jeśli chcę być spełnioną studentką i stać się kimś, to muszę przyłożyć się nawet do tej niewielkiej części materiału! chcę być pewna, że robię wszystko co trzeba! i chyba zapiszę się w końcu na te dodatkowe zajęcia z ASZ, czas najwyższy wziąć się za siebie i swoje cele mieć ponad wszystkim innym.
 

 
zaczynam za dużo myśleć o Maxie, z bardzo tęsknić, za bardzo się angażować, za mocno odczuwać. nie mam żadnych wątpliwości, jestem w nim zakochana po uszy. nadal istnieje we mnie odrobina strachu, że zostanę zraniona, że za mocno się zaangażuję, ale wcześniej ten strach był pod kontrolą dystansu jaki posiadałam do tego związku, do niego, który pozwalał mi zdrowo i rozsądnie myśleć. powoli jednak moje serce bierze kontrolę nad rozumem i odczuwam ogromny brak jego, choć w zasadzie nie widzimy się od niedawna, choć tak naprawdę nie jest to drugi koniec kraju, czy nie daj boże świat, jednak i tak już mi go brakuje. mam nadzieję, że pójdę na zajęcia, zacznę żyć moim dotychczasowym życiem, wrócę do otaczającej mnie rzeczywistości sprzed weekendu i mój dystans wróci.
on jest dla mnie ważny, dzięki niemu wiem, że ten związek ma szanse na przetrwanie. uczucia muszę kontrolować, mam słabą defensywę w tej kwestii i często tracę w nich umiar...
 

 
Jakub się odezwał, chciałby się ze mną spotkać. Wiecie co? teraz gdy jestem pewna i zakochana, nie mam problemu aby się z nim zobaczyć. bo jeśli zauważę jakiekolwiek dwuznaczności, od razu wspomnę o moim szczęśliwym, cudownym związku i wspaniałym chłopaku, tak jak to Max robi, gdy mnie komukolwiek przedstawia. jeśli Jakub zrezygnuję z naszej znajomości, bo chciał czegoś więcej, no to trudno, nie mogę mu tego zapewnić, jeśli jednak będzie chciał się dalej kumplować, why not? z Tomkiem nie mam już prawie wcale kontaktu, a mięliśmy być przyjaciółmi do końca, cóż fakt, że mam faceta zupełnie zniszczył tą `przyjaźń`.
 

 
w ten weekend wszystko stało się jasne, mój chłopak rozmył wszelkie wątpliwości jakie tylko posiadałam. jestem pewna jego uczuć, a przede wszystkim nareszcie jestem pewna moich. przestałam zupełnie tłamsić w sobie uczucia, przestałam je blokować. czuję pewność, pewność tego, że to naprawdę miłość, odwzajemniona i szczęśliwa, mająca szanse na naprawdę piękną historię, na zajęcie szczególnego miejsca w moim życiu. Max jest wspaniałym chłopakiem, początki może nie były łatwe, bo z trudem przychodziło nam obojgu przyznanie się do uczuć, oboje baliśmy się odrzucenia. ale teraz? widzę po nim, że jestem dla niego bardzo ważna, a wiecie co jest piękne? że nie tylko po słowach, ale właśnie w dużej mierze po czynach.
  • awatar Gość: Tak, to właśnie weekendy pokazują, jak bardzo brak Ci jakiegokolwiek kręgosłupa - w szczególności tego moralnego; dla mnie jestes meduzą... Z parzydełkami; a byc moze nawet osą morską :(
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
jeśli poznasz coś, spróbujesz i zawiedziesz się na tym, zaczynasz myśleć, że tak będzie już zawsze, upowszechniasz to, spodziewasz się, że każda inna próba będzie wyglądać i smakować tak samo źle. zamykasz się. bronisz się przed tym, bo poco znów dobrowolnie zgadzać się na przeżywanie i smakowanie tego, co tak strasznie Cię zawiodło? błędne myślenie. czasem trzeba dać wiele szans, bo nic w życiu nie jest takie samo, wszystko wbrew pozorom smakuje inaczej za każdym razem, a tym bardziej miłość. to zjawisko, którego zwyczajnie nie da się uogólnić, każdą przeżywa się inaczej, bo każdy człowiek jest inny. teraz to wiem, otwierając się ponownie na uczucia, widzę różnicę. kiedyś pożywiałam się zatrutymi, niezdrowymi i toksycznymi posiłkami, teraz spróbowałam czegoś zdrowszego, bez żadnej trutki i czuję, kurwa czuję tą różnice, a moje kubeczki smakowe, wręcz nie mogą uwierzyć, że coś takiego istnieje, że takie smaki mają miejsce na ziemi...
  • awatar Gość: Ps. Ale zdjęcie jest ohydne - aż na wymioty rwie
  • awatar Gość: Obyś czuła to szczęście zawsze, zeby Ci nigdy nie minęło :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
kocham go, kocham go i jestem tego pewna w stu procentach, nie potrzebuję nikogo innego. wczorajszy wieczór był jednym z lepszych, z dnia na dzień, jestem szczęśliwsza. Max jest cudownym chłopakiem, wszystko przez tą odległość, ale wiem, ja to wiem i jestem pewna, że on kocha mnie tak jak ja jego, że zależy mu tak jak mi, nawet nie wiem, czy nie bardziej. chciałabym go mieć ze sobą, bliżej siebie, na co dzień. nareszcie moje życie nabrało prawdziwego wyrazu. nareszcie oswajam uczucie i uczę się umieć kochać.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
już chyba wiem, czemu między nami czasem dochodzi do niedopowiedzeń i wątpliwości. nie tyle co kilometry jakie nas dzielą, które powodują, że nie spotykamy się na tyle często na ile jest wskazane na początku związku. wielkie znaczenie ma to, że kumplowaliśmy się przez tyle lat, wcześniej. znamy się z zupełnie innych stron, niby się znamy, a jednak w zupełnie innych rolach.
oboje nie wiemy jak zachować się właściwie, jak zostaniemy odebrani, wciąż zastanawiając się nad tym co będzie poprawne, a co nie, analizując swoje zachowania, czy słowa z okresu, w którym byliśmy tylko kumplami. oboje boimy się odrzucenia, oboje boimy się pokazywać swoje uczucia. jednak czuję coraz mniejszą barierę, czuję że powoli opada.
 

 
jeśli jeszcze raz zwątpię, to błagam was, zróbcie mi coś! może nie jest idealnie, może jest jeszcze parę kwestii w naszym związku jakie należałoby uzgodnić, zmienić, poprawić. ale to jest przecież dopiero początek.
 

 
widzieliśmy się przed chwilą, a ja już tęsknie jakbym znów nie widziała go minimum tydzień. jest mój, tylko mój, a ja jestem jego i tylko jego. doszło to do mnie nareszcie. nie chcę nikogo innego, zadecydowałam o tym, może i to była zła decyzja, jednak chcę w niej trwać, póki się nie przekonam.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
przyjechałam, jestem w swoim rodzinnym domu. jednak już nie czuję się tu tak swobodnie jak kiedyś, teraz najlepiej czuję się u siebie, tam gdzie wszystkie moje rzeczy, tam gdzie moje nowe życie. jednak jestem szczęśliwa z tej wizyty. w końcu go spotkałam, kocham go bez wątpienia. jestem najszczęśliwsza i wszelkie moje wątpliwości i chore myśli, rozważania odeszły zwyczajnie w cień. dopiero jak go zobaczyłam, doszło do mnie jak bardzo tęskniłam, jak bardzo mi zależy. może ten związek jest skomplikowany, chuj z tym chcę w tym trwać, czuję że w środku serce mi płonie. chcę go już znów zobaczyć.
 

 
jestem ciekawa jutrzejszego dnia. jestem ciekawa jakie emocje będą mi towarzyszyły gdy go zobaczę. czy tak jak ostatnio zupełnie zapomnę o całym otaczającym mnie świecie, o problemach z potencjalnymi kumplami i o tym co działo się przez ostatnie kilka dni?
czy poczuje te motylki i zwyczajnie wtulę się w niego i nie będę chciała przestać? a może wręcz przeciwnie, siedząc z nim będę ciągle rozmyślać o tym co zostawiłam za sobą tutaj? nieee, na pewno nie.
zbyt mocno na mnie działa, gdy jestem w jego towarzystwie. pragnę usłyszeć od niego `kocham Cię` po raz kolejny, to będzie coś dzięki czemu, od razu zacznę tęsknić myśląc, że kolejny tydzień będę spędzać bez niego...
 

 
przechodzę etap samoniezrozumienia, stworzyłam nowe słowo? możliwe, ale odpowiada mi ono. Jakub? wczoraj odezwał się do mnie, dziś się widzieliśmy, jego spojrzenie jest niesamowite, wwierca się we mnie i przeszywa na wskroś jakimś cudem. jednak odpowiada mi to jak jest teraz, siedzieliśmy w innych rzędach, a po zajęciach nie podszedł do mnie. z jednej strony poczułam się lekko olana, co dotknęło mnie w pierwszej chwili, bo mówiłam mu, że jestem jedną z tych co lubią jak facet początkowo jest sceptyczny, z drugiej strony, przestraszyłam się, że może się obraził, z trzeciej zaś poczułam ulgę, bo chyba jednak nie traktuje mnie jak kogoś więcej i mogę przestać zaprzątać sobie tym głowę. dzięki czemu myślę dziś już tylko tym, że jutro zobaczę w końcu mojego Maxa! jestem pierdolnięta.
 

 
ciekawe co czują mężczyźni, którzy zdobywają się na odwagę, by podejść do Ciebie i poprosić o taniec, a Ty z zimną krwią mówisz, nie dzięki, i spoglądasz z politowaniem? wczoraj, było ich wielu, każdy po kolei został przeze mnie odrzucony. co dziwne! miałam wrażenie, że im więcej ich poszło na stracenie, tym więcej ich się zbierało w kolejce.
 

 
muszę odreagować, kończę zaraz naukę i lecę w melanż, choć na chwilę. muszę zapalić, tak dawno nie paliłam. muszę zapomnieć o tych głupich myślach, o tych niepewnościach, o mężczyznach!
 

 
dzień na uczelni bez większych atrakcji. Tomka początkowo nie było, potem przyszedł, ale ja siedziałam osobno, starałam się go unikać.
Niestety, choć szanowałam i bardzo go lubiłam, tak jakoś przestałam...
Jego zachowanie z ostatnich dni, rozpaczliwe wołanie o uwagę i prośby o nie zapoznawanie go z moim życiem miłosnym, sprawił że straciłam do niego troszkę szacunek. Wyczułam zwyczajnie, że on stracił go sam do siebie. A Jakub? spóźnił się i też niestety nie siedzieliśmy razem. Ale odezwał się. Wiecie co jest straszne? że zaczynam o nim coraz więcej myśleć. A w głowie powinnam mieć tylko Maxa. Jednak mam poczucie, że Max nie poświęca mi na tyle uwagi. Chcę już piątek, chce już mieć wszystko jasne. Ostatnio każdy weekend jest wyznacznikiem moich dalszych działań.
 

 
jeśli zostanę znienawidzona przez ludzkość, przynajmniej będę miała czas na rozwijanie siebie, naukę i zawsze będę miała coś co nigdy mnie nie zostawi i się ode mnie nie odwróci. książki, muzykę, kawę i jedzenie.

tęsknie za nim strasznie. ale trzymam nad tym kontrole, tak sądzę.
 

 
Boje się jutrzejszego dnia, choć z drugiej strony jestem bardzo ciekawa i nie mogę się doczekać. Jutro wykłady i zastanawiam się, jak będziemy zachowywać się z Jakubem, jak zachowywać się będzie Tomek? Z kim powinnam usiąść? a może lepiej nie siadać z nikim?
Tomek wie, że mam chłopaka, Jakub nie wie... Sama nie wiem, czy chce by się dowiedział, choć powinien. Ale przecież, nie kręcę z nim. To wszystko wczoraj, może to było dla niego zwykłymi koleżeńskimi gestami, alkohol zrobił swoje, a tak na prawdę, traktuje mnie jako kumpelę? Boje się, że oboje mnie znienawidzą. Wydaje mi się, że Tomek już mnie powoli nienawidzi, nie odzywa się i ja w sumie też już do niego nie pisze... Spotkanie jutro będzie dziwne. Coś czuję, że to może nie być dobry dzień. Jednak tak wewnątrz, czuję taką ekscytację.
Jak powinnam się zachowywać? Czy powinnam ich unikać? A może powinnam usiąść, z którymś z nich? A może oni mnie zupełnie oleją? Szczerze wolałabym usiąść z Jakubem, uwielbiam go serio.
 

 
tęsknie za nim. jestem jednym wielkim paradoksem, wczoraj czułam jego brak, smutek, zupełnie zapomniałam o nim wieczorem, dobrze bawiąc się z kimś innym. dziś już z powrotem, zaczęłam za nim tęsknić, czuć, że pragnę powiedzieć kocham Cię i przytulić się do niego z całych sił.
 

 
możliwe, że zwyczajnie nie dojrzałam jeszcze w pełni do miłości. minęło sporo czasu od mojego ostatniego związku, jednak ten czas, w którym unikałam miłości jak ognia, spowodował, że wszystkie emocje tłumiły się gdzieś głęboko, podświadomie. to był taki proces obronny, który teraz wpływa na mnie negatywnie. to jest czas, w którym muszę to pokonać, muszę to zwalczyć i zwyczajnie żyć tym co daje mi los. mam chłopaka, z którym jeszcze do niedawna byłam bardzo szczęśliwa, nie mogłam przestać o nim myśleć i nie zadawałam sobie żadnych zbędnych pytań, dzięki temu byłam szczęśliwa.
PODSTAWOWA ZASADA: Nigdy nie pytaj siebie, bądź kogokolwiek, dlaczego jest szczęśliwy. To prowadzi do katastrofy emocjonalnej i utraty szczęścia. Jednak już za późno, zaczęłam pytać samą siebie, zaczęłam martwić się, analizować i przez to zapomniałam o tym, co najważniejsze. Nie mogę bać się miłości, nie mogę bać się zaangażowania, nie mogę bać się, że znów zostanę zdradzona, nie mogę bać się, że tym razem to ja zdradzę, bo nie mogę w ogóle tego przypuszczać. Czas najwyższy zapomnieć o obawach. Zacząć poważnie traktować emocje i walczyć z nimi, by ukształtować je i uporządkować i nie dać im wygrać. Nie mogę dać się zastrzelić własnymi słabościami z przeszłości, to byłby wybór, a nie kolejny błąd.
 

 
w głowie mam natłok myśli, które przytłaczają mnie delikatnie od środka. jednak nic nie zrobię, emocje, uczucia, to ta część mojej osoby, która jak jak zostanie włączona, zaczyna brać nade mną władzę, skutecznie mieszając z błotem mój zdrowy rozsądek. czas jednak zrobić wszystko, by móc wciąż trzymać je na wodzy. i tak właśnie zrobię, dystans to przede wszystkim. jestem silną kobietą, która miała postanowienie, aby spełniać i realizować siebie, przede wszystkim stawiając swoje dobro na pierwszym miejscu. ludzie są, potem odchodzą, już nie raz się o tym przekonałam, a ja wciąż jestem, zawsze sama dla siebie, od siebie nie ucieknę. wracam do kontrolowania swoich życiowych wyborów i unikania uniesień związanych z emocjami. w piątek wszystko się zmieni na lepsze. spotkam się z Maxem i cały weekend jest tylko dla nas, liczę, że to rozwiąże wszystkie problemy i wątpliwości. czas pokaże, co ma być to będzie.
 

 
wczorajszy wieczór? Spędziłam świetnie. Spotkałam się z kumplem, a to kolejny problem! Myślałam, że traktuje mnie tylko jako kumpele. Jest wspaniały, uwielbiam go jest tak pozytywny, energiczny i pełny życia, nietuzinkowy dosłownie! Ale chciałam się z nim tylko zaprzyjaźnić, no halo, mam faceta... Jednak wczorajszy wieczór potoczył się, delikatnie jak to ująć nie po mojej myśli. Gdy zaczął się temat o przeszłych związkach, zupełnie zapomniałam wspomnieć, zupełnie nie przypadkowo, o tym, że aktualnie mam chłopaka. Nie zapytał mnie o to dosłownie, ale wiem, że powinnam to zrobić. Jakub chyba jednak chciałby czegoś więcej niż kumplowania się, choć nie mam stu procentowej pewności. Jednak wieczór był maksymalnie dwuznaczny. Trochę się wcięliśmy, tańczyliśmy jak wariaci, zupełnie sami, słuchaliśmy muzyki, śpiewaliśmy, rozkminialiśmy życie, tematy były różne, bez tematów tabu. Czułam się przy nim naprawdę bardzo swobodnie. I było mi naprawdę przyjemnie, gdy patrzyliśmy sobie w oczy, on jest zupełnym przeciwieństwem Maxa. Oboje mają w sobie coś niesamowitego. Jedliśmy batona, wtedy podzieliliśmy się nim tak, że nasze usta miały ze sobą czysto fizyczny kontakt. W momencie otrzeźwiałam, byłam zupełnie zaskoczona. A teraz czuje się strasznie. Czuję, że to był ogromny błąd, ale nie cofnęłabym tego. Jestem zimną, popierdoloną suką i wiem, że wyjdę na tym wszystkim najgorzej. Chcę tylko mieć kolegów, dlaczego z każdym, za każdym razem wychodzi coś dwuznacznego?
  • awatar purpua: Musisz postawić sprawę jasno, ale tylko jeśli posunie się za daleko.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
jestem niezrównoważona emocjonalnie. wszystko jest tak skomplikowane, że nawet nie mam pojęcia jak ująć to w słowa. Max mieszka 100 km ode mnie, chciałabym mieć go tu blisko, choć jeszcze do niedawna, cieszyłam się z takiego układu. Przecież weekendy dla nas, w tygodniu nauka i skupiam się na sobie. Nie chcę być zamknięta w klatce, nie chcę kolejnego związku pełnego ograniczeń. Jednak czegoś mi brakuje, zbyt długo się nie widzimy, przez to mam zbyt wiele czasu, by zacząć rozmyślać o tym, by analizować każde słowo i gest. Mieszkam 100km od niego, czy nie powinien się bardziej interesować, tym co robię, z kim robię? Czy nie powinien dzwonić i pisać częściej niż do tej pory? Ale kurwa zaraz! Przecież ja właśnie tego chciałam, chciałam by tak to wyglądało, chciałam dystansu, chciałam by każdy miał też swoje życie, poza tym naszym wspólnym.
A jednak, coś jest nie tak, bo emocje zaczynają kraść mój zdrowy rozsądek...
 

 
aktualnie, mieszkam dobredziesiąt kilometrów od mojego chłopaka. chłopaka, który był moim dobrym kumplem, chłopaka, z którym przez trzy lata chodziłam do liceum, chłopaka o imieniu Max. Pokochałam go chyba, w końcu. Nasza relacja po zakończeniu szkoły, była zupełnie niezrozumiała, nie tylko dla otoczenia, ale i dla nas samych. Ja nie chciałam żadnych związków, choć jednak nieświadomie oczekiwałam czegoś od niego, a on chyba chciał związku, lecz nie miał pewności co do mnie. Dawałam bardzo omylne znaki, on zresztą też, wspólnie działaliśmy sobie na nerwy, gdy coś przełamało lód, który zaczął się topić i topi się do teraz. Miałam ogromny mętlik, do czasu gdy nie wyznał, że mnie kocha, zastanawiałam się, czy w ogóle mu zależy, czy zasługuję na mnie, czy nie powinnam wybrać Tomka, który jest tu na miejscu i wiem, że gdybym chciała byłby mój w momencie? Jednak, podjęłam decyzję, zostałam z Maxem, jestem szczęśliwa, choć boję się wciąż, boje się, by nie zaangażować się bardziej od niego. Boje się, czy jego uczucia są szczere. Sprzeczności jest sporo, jednak zaufałam mu. Będę żałować? who knows.
  • awatar Mysterious lady: To jest właśnie to... oddajemy swoje serce komuś i ufamy że nas nie skrzywdzi... czasami mimo dobrych intencji różnie bywa ale najważniejsze jest to byśmy się kochali, rozumieli i ufali! :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
przez ostatnie prawie dwa lata byłam osobą, która zupełnie odcięła się od uczuć i emocji. po przeżytym beznadziejnym związku, który jak że wiele mnie nauczył, a zarazem dał ogromnego kopa w dupę, dzięki któremu obawiam się zbyt wielkiego zaangażowania. nadszedł czas na otworzenie się, nie chciałam, broniłam się i zapierałam rękoma i nogami, jednak cząstka mnie, ta mało racjonalna, która ponoć mieści się w naszych sercach, drażliwie narażała mnie na zrezygnowanie z wszelkich blokad. zaczęłam dorosłe życie, z dala od domu, rodziców i liczyłam na to, że zwyczajnie mi to minie. przeprowadzę się do nowego miasta, zapomnę o uczuciach i wszystko się urwie wraz z wyjazdem. myliłam się...